Złota myśl tygodnia
Dobro, którego pragniemy dla naszych bliskich – dla małżonka, z którym spędziliśmy większość życia, dla dzieci, dla wnuków, którzy radują nasze dni – nie gaśnie, kiedy ustają siły. Wręcz przeciwnie, często to właśnie ich miłość budzi w nas energię, przynosząc nam nadzieję i pociechę.
Leon XIV
Kliknij tutaj: Komunikat w sprawie ekskomuniki FSSPX
XVI Niedziela Zwykła – Rok A, 19 lipca 2026 r.
EWANGELIA Z XVI NIEDZIELI ZWYKŁEJ, ROK A
Przypowieść o chwaście wśród zboża
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść:
«Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł.
A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?”
A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”».
Przedłożył im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach».
Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło».
To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: «Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata».
Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie, mówiąc: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście».
On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie.
Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego.
Kto ma uszy, niechaj słucha!»
Oto słowo Pańskie.
Mt 13, 24-43
KOMENTARZ
Powolna przemiana serca
Święty Franciszek Salezy twierdził: „Więcej much złapie się na kroplę miodu niż na beczkę octu”. Powtarzał także, że Bóg potrafi długo czekać na przemianę serca człowieka. On nie od razu wymierza nam karę, ale pozostawia wolność. Czeka do ostatniej chwili, aż wyrwiemy chwasty złych przyzwyczajeń i grzechów, a zaszczepimy i wypielęgnujemy pozytywne postawy naszego charakteru. To wszystko dokonuje się w sercu, a ono zmienia się bardzo powoli i Bóg doskonale o tym wie. Rozważając dzisiejszą Ewangelię, zastanówmy się nad naszą porywczością, która skłania nas do natychmiastowej reakcji. Adorujmy cierpliwość Bożego Ogrodnika wobec naszych słabości i codziennie uczmy się od Niego tej sztuki. Święty św. Franciszek Salezy twierdził, że praktykowanie łagodności należy rozpocząć od siebie. Komu bowiem okaże ją ten, kto dla siebie jest okrutny?
Jezu! Nadziwić się nie mogę Twej cierpliwej miłości. Tyle razy mogłeś mnie srogo ukarać, a jednak tego nie uczyniłeś. Dziękuję, że tak ufnie czekasz, aż moje serce dojrzeje do większej miłości.
Rozważanie zaczerpnięte z Ewangelia 2026, ks. Jerzy Jastrzębski, Edycja Świętego Pawła
Z nauczania pasterzy diecezji opolskiej
Wspomnienia o biskupie Franciszku Jopie z publikacji wydanej z okazji 40. rocznicy jego śmierci (Opole 2016) – cz. 1
Opatrznościowy Biskup
Wieczność wchłania wciąż nasz ludzki czas, osłabiając zwykłą człowieczą pamięć. Dotyczy to zwłaszcza ludzi wielkich, zanurzonych już na ziemi właśnie w wieczności i dlatego wcale nie dbających o czasową pamięć u potomnych. Do takich postaci powojennej historii Śląska Opolskiego należał bez wątpienia nasz śp. pierwszy Biskup Opolski – Franciszek Jop, który odszedł od nas 40 lat temu.
Za kard. Karolem Wojtyłą, dziś św. Janem Pawłem II, powtarzamy, że nasz pierwszy Biskup Opolski był „Biskupem Opatrznościowym”. Wolno nam zapytać, co zadecydowało o tym, że posługę biskupa Jopa w Kościele Opolskim możemy nazwać „opatrznościową”. Odpowiedzi może być wiele, ale ograniczmy się do czterech zasadniczych.
- Pochodzenie i przygotowanie
Pierwszy Biskup Opolski był synem szlachetnej rodziny rolniczej z pięknej ziemi sandomierskiej, zamieszkałej u stóp Gór Świętokrzyskich. Rodzina była z sobą bardzo scalona, także więzami wiary i miłości. Franciszek był najmłodszym z sześciorga rodzeństwa. Nie miał beztroskiego życia, stracił bowiem matkę, gdy miał zaledwie trzy lata. Gimnazjum ukończył w Warszawie, a studia filozoficzno-teologiczne w Wyższym Seminarium Duchownym w Sandomierzu. Następnie kontynuował studia prawnicze w Rzymie. Tam właśnie ukochał Kościół uniwersalny, pojęty bardzo szeroko w jego uroczym i przeogromnym bogactwie. Potem pełnił różne posługi w kurii diecezjalnej i seminarium duchownym w Sandomierzu.
Papież Pius XII mianował go biskupem pomocniczym diecezji sandomierskiej (1945–1952), potem został wikariuszem kapitulnym archidiecezji krakowskiej (1952–1956). W archiwum Kurii znajdują się niezwykle ciepłe wypowiedzi księży sandomierskich i krakowskich o biskupie Jopie. A trzeba dodać, że jego posługabiskupia przypadła w bardzo ciężkim okresie dziejowym naszej Ojczyzny.
- Bogata osobowość i pracowitość
Biskup Jop był człowiekiem niezwykle mądrym, a przy tym bardzo skromnym. Wiedza bowiem to coś innego niż mądrość. Mądrość jest specjalnym darem Bożego Ducha. Owszem, w dużej mierze decyduje też o niej doświadczenie życiowej wiedzy, ale przede wszystkim duchowa pojemność na świętą moc Ducha Świętego.
Dlatego nasz Biskup zawsze był wierny Bogu, Kościołowi i sobie samemu. Miał swoje zasady, swoje pryncypia, wobec których zachowywał bezwzględną dyscyplinę. Był kimś, kto zawsze i wszędzie cenił godność każdego człowieka. Z każdym potrafił rozmawiać, dla każdego znalazł odpowiednie słowo. Nie zwracał uwagi na to, skąd kto przychodzi, lecz dokąd zamierza, z jakimi kłopotami się zwraca, czym chciał się z nim podzielić. Biskup Jop potrafił słuchać i dlatego też w oparciu o dar mądrości, twórczo i bardzo po ludzku, a zarazem po kapłańsku umiał radzić.
Ważnym jest i ten szczegół, że dogłębnie kochał swoich kapłanów. Dało się to zauważyć już w Sandomierzu, potem w Krakowie i wreszcie u nas – na Śląsku Opolskim. Imponował nam swoim patrzeniem na dar kapłańskiej służby i na jakość jej realizacji na drodze bezwzględnego służenia wszystkim, służenia w przepowiadaniu słowa Bożego, w szafarstwie sakramentów świętych i gromadzeniu wspólnoty opolskiego Ludu Bożego na różnych zgromadzeniach liturgicznych.
Do tej bogatej osobowości należy dodać jeszcze jeden fakt: był do samego końca człowiekiem niezmordowanej pracy. Jeszcze w przeddzień śmierci podpisywał dekrety, radził się kurialistów, rozmawiał z nimi. Stale można go było spotkać na stanowisku diecezjalnej służby każdemu człowiekowi i wszystkim swoim kapłanom. Zatroskany był w ogóle o wszystkich ludzi dobrej woli.
Abp Alfons Nossol
Tutaj możesz posłuchać piosenek religijnych:
